Blaski i cienie inwestowania na New Connect

Przez wiele lat omijałem rynek New Connect szerokim łukiem. Wychodziłem z założenia, że proporcja spółek nieciekawych do ciekawych jest na tyle nieatrakcyjna, że nie warto tracić czasu na odsiewanie tych interesujących walorów. Od pewnego czasu myślę nieco inaczej i postanowiłem dzisiaj napisać zarówno o blaskach, jak i o cieniach tego rynku.
Rynek New Connect gromadzi ok. 360 spółek, a więc całkiem dużo. Nic więc dziwnego, że dla wielu inwestorów decyzja o rozszerzeniu swojego zainteresowania na rynek NC jest kluczowa, gdyż tym samym dokładamy sobie drugie razy tyle roboty w poszukiwaniu interesujących walorów. I to niezależnie od tego, czy preferujemy analizę techniczną, czy może analizę fundamentalną, choć oczywiście w tym ostatnim wypadku pracy nad poszczególną spółką wykonuje się dużo więcej.
Ja sam przez długi czas ignorowałem ten rynek właśnie z powodu nakładów czasowych, które trzeba by było ponieść, żeby przegrzebywać się tam przez spółki. Zwyczajnie uznałem, że nie warto. A wybuchające regularnie aferki z zawieszeniem notowań, dziwnymi wybiciami kursu, brakami raportów okresowych tylko potęgowały (i potęgują nadal) wrażenie, że rynek NC jest siedliskiem zła, chaosu i ogólnie pułapką na inwestorów.
Ale z drugiej strony musimy przyznać, że wiele spółek, które znamy dzisiaj jako skuteczne, zyskowne i renomowane biznesy, również zaczynało na “małej giełdzie”. A więc są tam również przyzwoicie prowadzone spółki, którymi być może warto zainteresować się na wcześniejszym etapie. Wiąże się to oczywiście z większymi ryzykami, ale i sama nagroda jest proporcjonalnie większa.

Dlaczego ja sam zainteresowałem się rynkiem New Connect

Poszukiwanie zdrowych, obiecujących spółek na wcześniejszym etapie rozwoju było głównym powodem, dla którego zdecydowałem się wejść na ten rynek. Mówiąc wprost, uznałem że warto jest przegrzebać się przez różne nieciekawe walory, żeby wyłapać te ciekawe.
Oczywiście rynek NC ma swoją specyfikę. Wiele spółek znajduje się tam na dużo wcześniejszym etapie rozwoju, więc nie znajdziemy tam najpewniej lidera rynku w jakiejś kategorii lub dywidendowego arystokraty. Ale jeżeli spółka posiada dobry produkt, zdrowy bilans i odpowiednio wysokie tempo wzrostu, może przynieść nam zyski idące w setki procent na przestrzeni kilku lat.
Z tym wcześniejszym etapem rozwoju idą kompromisy, na które musimy się zgodzić. Jeżeli preferujemy spółki o bardzo bezpiecznym bilansie, z pewnością znajdziemy ich tu mniej. A więc ja sam nie rezygnuję z zasady, że inwestuję przede wszystkim w “producentów gotówki”, ale nie są to już spółki, które śpią na gotówce. Najczęściej w bilansach jest widoczny również wyższy poziom zadłużenia niż bym to preferował w spółkach z głównego rynku. Ma to oczywiście związek z wcześniejszym etapem rozwoju, na jakim się owe spółki znajdują.
Ale na rynku New Connect znajdziemy również podmioty, które notowane są od wielu lat, często od ponad dekady. I tak sobie one istnieją i rosną, niemal zupełnie poza zainteresowaniem szerszej publiczności.

źródło: biznesradar.pl

Przykładem takiej spółki może być Internet Union, czyli dolnośląska spółka świadcząca usługi internetowe we Wrocławiu i okolicznych miejscowościach. Spółka notowana jest od wielu lat, jej przychody rosną o kilkanaście procent rocznie i idą za tym również zyski.
Niestety dużym problemem w spółce jest brak płynności akcji. Przy kapitalizacji 50 mln zł, aż 90% akcji znajduje się w rękach prezesa. Oznacza to, że wartość akcji w wolnym obrocie jest niższa niż 5 mln zł i to niestety widać w arkuszu. Tym, co dodatkowo mnie zniechęciło od inwestycji w te akcje jest fakt, że dużą część wypracowanej gotówki spółka musi natychmiast reinwestować w dalszą rozbudowę sieci. A więc jest to dość kapitałochłonny biznes.

źródło: biznesradar.pl

Innym przykładem spółki z rynku NC może być Eco5Tech, czyli warszawska firma świadcząca usługi projektowe oraz nadzoru nad inwestycjami. Widzimy, że przychody rosną tu w tempie przekraczającym 25% rocznie, ale nie idzie za tym wzrost zysków.
Kurs również nie wygląda szczególnie atrakcyjnie, gdyż wyszedł ostatnio na dwuletnie minima. Stanowi to reakcję rynku na bardzo mocny wzrost kosztów w Q4 2023, który przełożył się na wypracowanie straty na wszystkich głównych poziomach rachunku wyników.
Ale rosnące przychody (w Q4 rekordowe) pokazują, że coś z tej spółki jeszcze może w przyszłości być. Z mojego punktu widzenia ważne jest, żeby Eco5Tech zaczęło zarabiać na czymś więcej niż dzisiaj. Bo obecnie jest to zwykłe biuro projektowe.

źródło: biznesradar.pl

Trzecim przykładem spółki z New Connect jest Logintrade. Zajmuje się ona tworzeniem platform zakupowo-przetargowych oferowanych dużym firmom oraz podmiotom administracji publicznej. Nową gałęzią działalności, mogącą jeszcze zwiększyć tempo wzrostu jest platforma do handlu odpadami (Salewaste.pl).
Od lat spółka rośnie na przychodach, ale w 2023 roku ładnie zyskała również w obszarze zysków. Zyski te wzrosły w minionym roku o 30-50% r/r, zależnie od tego, na jaką miarę patrzymy. Dodatkowo spółka w zasadzie nie ma zadłużenia i na koniec roku wykazała rekordowy poziom gotówki.
Jak widać na wykresie, również sentyment inwestorów podąża za poprawiającymi się wynikami, a kurs znajduje się na historycznych maksimach. Z wymienionych dzisiaj trzech spółek, posiadam właśnie akcje Logintrade.
Tak więc na rynku New Connect znajdziemy wiele interesujących spółek. Interesujących już teraz lub dopiero mających szansę na poprawę wyników i zyskanie wzrostu wyceny. Dlaczego zatem inwestowanie na rynku NC jest tak mało popularne?

Wyzwania w inwestowaniu na New Connect

Co do zasady prawdą jest to, co mówią o tym rynku. Że jest na nim mnóstwo dziadostwa, podmiotów których jedynym celem wejścia na giełdę było zgarnięcie pieniędzy od inwestorów. Wiele projektów zostało następnie porzuconych, przeszło duże pivoty lub ogólnie mówiąc nie dowiozło obietnic.
A więc dużą rolą inwestora jest wstępne odsianie spółek, które go nie interesują. Oczywiście istnieje szansa, że jakiś podmiot jedzie dzisiaj na dużej stracie i potrzebuje finansowania zewnętrznego, ale w pewnym momencie opracuje cudowny lek, udaną grę lub inny produkt, a jego notowania wystrzelą. Ale podstawowa umiejętność inwestowania na NC to umiejętność filtrowania i odsiewania spółek. 
I temu właśnie tematowi poświęcę nagranie, które ukaże się niebawem na moim kanale YouTube. Pokażę, jak ja sam szukam spółek na rynku New Connect, jak dobieram parametry i zawężam kryteria poszukiwania, aby skupić się na pogłębionej analizie jedynie wybranego kręgu walorów.
Drugim wyzwaniem jest mniej wymagający standard raportowania. Na rynku głównym raporty kwartalne potrafią dobijać do stu stron, zawierając bardzo szerokie i dokładne informacje na temat spółki. W wypadku rynku NC raporty kwartalne potrafią liczyć 15 stron, z czego połowę stanowią ogólne formułki i strony tytułowe, które zazwyczaj tylko przebiegamy wzrokiem.
W takiej sytuacji wyzwaniem staje się odpowiednie poznanie i analiza spółki. A przecież rynek NC jest zdecydowanie słabiej pokrywany analitycznie, więc niewiele jest (lub nie ma wcale) źródeł zewnętrznych, potrafiących przybliżyć nam biznes spółki i to, jak ona dokładnie zarabia pieniądze.
Podobnie ma się sprawa z komentarzami zarządu do wyników. Czasem trafi się wnikliwy komentarz pokazujący, jakie czynniki wpłynęły na spółkę w danym kwartale, a czasem tylko lakoniczne zdanie, że zysk netto spadł, bo wzrosły koszty. Nie ułatwia to z pewnością analizy, zwłaszcza że aspekt relacji inwestorskich często kuleje. Nie zawsze wynika to z winy spółki. Zwyczajnie w podmiocie, który zatrudnia niekiedy kilkanaście osób wygospodarowanie zasobów na IR jest trudne. Ale braku odpowiedzi na maila wysyłanego na adres IR spółki już nie umiem wytłumaczyć, a zdarza się to bardzo często.
Trzecia kwestia to płynność waloru. Pokazałem wcześniej, że zdarzają się spółki, gdzie wartość akcji w wolnym obrocie opiewa na kilka milionów złotych. Można z łatwością znaleźć podmioty, gdzie wartość ta bliska jest miliona złotych. A zatem nic dziwnego, że w arkuszu hula wiatr, a otwarcie pozycji bywa kłopotliwe. Niestety jeszcze bardziej kłopotliwe bywa zamknięcie pozycji, jeżeli spółka poda jakieś słabe dane. Wtedy chcąc zrealizować nawet niewielkie zlecenie, rzędu kilku tysięcy złotych, możemy przesunąć rynek o 10% lub więcej. Jako ciekawostka, jedna z posiadanych przeze mnie w portfelu spółek z NC posiada średniosesyjny obrót na poziomie 2000 zł. To mówi samo za siebie.
Ale nawet ostrożne ruchy w spokojnych warunkach rynkowych wymagają od inwestora nieco więcej. Warto mieć dostęp do pełnego arkusza zleceń lub przynajmniej do 5 najlepszych ofert. Dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej plasować nasze pozycje na rynku, widząc dokładnie, gdzie możemy liczyć na większe zlecenie z przeciwnej strony. Ale niestety wyższe koszty poślizgów i spreadów są faktem, który musimy wkalkulować w nasz system inwestycyjny.
I z powyższego wynika największa moim zdaniem słabość rynku NC: bardzo trudno jest dobrym spółkom poderwać się do lotu. Na rynku głównym, jeżeli spółka zaczyna poprawiać swoje wyniki finansowe, inwestorzy to dostrzegają i kupują akcje. Wchodzą inwestorzy indywidualni, wchodzą inwestorzy instytucjonalni i jeżeli spółka nadal ma dobre perspektywy, mnożniki się zwiększają. Spółka, która była notowana przy C/Z=6 może po roku być notowana po C/Z=18. Obie te wartości mieszczą się w zakresie typowych wahań na giełdzie i nie są poziomami ekstremalnymi. A z punktu widzenia wyceny mamy trzykrotny wzrost wartości. Jeżeli idzie za nim poprawa wyniku, np. dwukrotna, inwestor może powiększyć swój kapitał sześciokrotnie na tej jednej pozycji.
Na rynku NC często jednak jest tak, że nie występuje efekt windy na mnożnikach. Spółka przed poprawą wyników była notowana po C/Z=6 i po poprawie wyników jest notowana z tym samym mnożnikiem. Owszem, dzięki wzrostowi zysku jest to wycena wyższa, ale jednak nie ma tej premii, którą dają inwestorzy kupujący walor.
Powód jest ten sam: niska płynność i fakt, że spółka jest notowana na NC. Z tego względu dla wielu inwestorów indywidualnych oraz zdecydowanej większości inwestorów instytucjonalnych spółka jest nieinwestowalna. Nawet jeżeli zauważą oni poprawę wyników, nie zdecydują się na zakup akcji. A dzięki temu cena nie wzrośnie tak, jakby to mogło mieć miejsce przy wyższej wycenie i notowaniu na głównym parkiecie.
Oczywiście nie jest tak zawsze. Jeżeli spółce uda się przełamać tę barierę “nieinwestowalności”, powstałe w ten sposób hossy bywają bardzo znaczące. Również stoi za tym niewielka płynność i niewielka wartość akcji w wolnym obrocie. A więc jeżeli już szersze grono inwestorów zaczyna wchodzić w dany walor, zmiany na kursie bywają bardzo znaczące. 
Często za taką popularyzacją spółek stoją różnego rodzaju portale analityczne, gdzie omawiane są raporty okresowe. Jeżeli osoba z autorytetem wypowie się pozytywnie o jakiejś spółce, widzi to cała społeczność zgrupowana na danym forum czy grupie inwestycyjnej, co zdecydowanie sprzyja przełamaniu granicy pomiędzy inwestowalnością a nieinwestowalnością. A wtedy na kursie mogą dziać się dziwne rzeczy.
A więc wchodząc na rynek NC musimy być przygotowani na to, że dobre spółki potrafią przez dłuższy czas być notowane przy relatywnie niskich mnożnikach. I możemy irytować się, że rynek nie dostrzega potencjału spółki, ale problem często tkwi w płynności papieru. Ale kiedy już rynek spółkę dostrzeże, a spółka potwierdzi wynikami finansowymi lub rozwojem produktu swój potencjał, wzrosty mogą być bardzo znaczące.

Dlaczego zatem warto interesować się rynkiem NC

Głównie dlatego, że można tam znaleźć ciekawe spółki, których rynek nie dostrzega. Małe walory mają to do siebie, że z czasem mogą stać się dużymi biznesami i przejść na główny rynek, gdzie wiele problemów związanych z “łatką NC” przestanie mieć znaczenie.
Po drugie kiedy widzę spółkę, która w 2023 roku zwiększyła przychody o 35%, zysk ze sprzedaży o 100%, a zysk netto o 50%, nie ma zadłużenia i jest przy tym notowana na C/Z=9 to w zasadzie fakt notowania na rynku New Connect jest słabym argumentem, żeby w nią nie zainwestować.
Oczywiście są ryzyka, jest wiele znaków zapytania i wcale nie jest to pewniak, jak mogłoby się to wydawać na podstawie powyższych parametrów, ale mimo wszystko wygląda to atrakcyjnie.
I dla takich i podobnych walorów warto czasem rzucić okiem na rynek NC.